Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

Wyspy Kanaryjskie - rozdział czwarty. Życie codzienne - praca, nauka itp.


Jak więc napisałem ostatnio, nowa praca pozwoliła mi zrealizować się trochę pełniej, choć jeszcze nie do końca. W dalszym ciągu szlifuję swój hiszpański. Używam do tego następujących metod: czytanie książek po hiszpańsku, słuchanie radia i oglądanie telewizji, uczenie się piosenek na pamięć, a oprócz tego uczęszczam dwa razy w tygodniu na zajęcia do szkoły językowej.

Co do książek, to przeczytałem ich już trochę, ostatnio wchłonąłem wszystkie cztery nowele Dana Browna. Zacząłem od "Kod Da Vinci" i co ciekawe, to z kim bym nie porozmawiał, to już tę książkę czytał. Trochę to dziwne biorąc pod uwagę, że ludzie raczej nie bardzo książki czytają i poziom czytelnictwa spada.

Jeśli chodzi o radio, to moją ulubioną stacją jest "Radio Ecca". Jest to rozgłośnia, której głównym celem jest zdalne nauczanie. Czego uczą? Wszystkiego, organizują radiowe kursy zawodowe, tematyczne a nawet można przez radio zrobić średnie wykształcenie i maturę. Jak to działa? Otóż mają ramówkę, w której o określonych godzinach odbywają się półgodzinne klasy dotyczące danego przedmiotu. Każdy uczeń czy kursant po zapisaniu się dostaje materiały drukowane w postaci książeczki, w której uzupełnia się brakujące fragmenty słuchając audycji. Ponieważ radio działa tylko w jedną stronę, to kanał zwrotny zrealizowany jest poprzez spotkania z nauczycielem prowadzącym raz w tygodniu. Można wtedy rozwiać wątpliwości co do tego co się usłyszało i oddać mu do sprawdzenia arkusz oceny, który wypełnia się po zakończeniu każdego tygodnia. Po ukończeniu danego przedmiotu zdaje się z niego egzamin i zaczyna następny przedmiot. Według mnie bomba, jest to chyba najlepsza forma szlifowania znajomości języka, bo się słucha, a zarazem czyta i pisze. Tylko z mówieniem gorzej, ale cóż, nie ma rzeczy doskonałych.

W temacie muzyki mogę powiedzieć tyle, że pomaga ona w dość dużym stopniu w nauce języka. Szczególnie jeśli ściągniesz sobie z Internetu tekst danej piosenki i słuchając jej starasz się nadążać z czytaniem. To czego się nie rozumie, można sobie przetłumaczyć, a potem słuchając czytać, a nawet śpiewać, i tak w kółko. Po jakimś dwudziestym czy trzydziestym razie zna się ją już właściwie na pamięć, a skoro tak, to znaczy że nowa dawka hiszpańskiego odcisnęła się na szarych komórkach.

Oglądanie telewizji też pomaga, szczególnie programów "gadanych". Moje dwa preferowane to "Buenafuente" i "Noche Hache". Są to programy typu talk show, jednak o nastawieniu satyrycznym. Poruszają one popularne tematy, jednak każdy z nich robi to trochę inaczej. Jeszcze jeden ciekawy talk show to "El loco de la colina". Nie jest to program satyryczny, ale jego ekscentryczny prowadzący powoduje, że też bardzo miło się to ogląda. Czasem pojawiają się programy reportażowe. W stacji "Cuatro" jest pozycja o nazwie "1 equipo", prowadzi ją grupa reporterów, którzy przemierzają Hiszpanię w poszukiwaniu ciekawych, często bulwersujących tematów.

To tyle na temat nauki języka. Jest to temat na tyle dla mnie ważny, że po porządnym opanowaniu hiszpańskiego będę mógł starać się o jeszcze lepszą pracę. Na razie nie narzekam, firma płaci mi regularnie i bez opóźnień, chociaż trochę mało. Rekompensuje się to natomiast tym, że do pracy chodzę rzadko. Bywa i tak, że nawet cały miesiąc siedzę w domu, otrzymując za to pensję. Nie fajnie? Dzięki temu mogę więcej czasu poświęcić nauce języka. Myślę, że zbliżam się do momentu, w którym bez żadnych kompleksów będę mógł zacząć starać się o lepiej płatną pracę. Niektórzy mówią, że już dawno osiągnąłem ten etap znajomości języka, jednak ja oceniam się bardziej krytycznie.

Jeśli chodzi o formalną stronę mojej pracy, to do tej pory musiałem pracować, a właściwie współpracować na bazie papierów zarejestrowanej działalności gospodarczej. Polega to na tym, że pracuję normalnie i raz w miesiącu wystawiam fakturę za swoje usługi, które świadczę wykonując tę pracę. Ubezpieczenie społeczne opłacam sobie sam, na szczęście firma płaci mi za nie ekstra, zatem nie dopłacam z własnej kieszeni.

Przekonałem się już raz, że posiadanie ubezpieczenia jest ważne. Otóż w styczniu wybraliśmy się całą rodziną na przejażdżkę rowerową, tak jak robiliśmy to często. Tym razem jednak było pechowo, moja córeczka wywróciła się i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, bo zdarzało się to jej raz na jakiś czas, gdyby nie to, że po podniesieniu się stwierdziła że nie może ruszać ręką. Coś stało się z jej łokciem, trochę spuchł, zatem czym prędzej przypięliśmy rowery do pobliskiej latarni i taksówką popędziliśmy do szpitala dziecięcego. Na miejscu zrobili jej prześwietlenie i okazało się że to złamanie kłykcia łokciowego. Lekarz powiedział nam, że to niestety paskudztwo i trzeba robić operację aby zamocować odłamany fragment kości za pomocą drutów Kirschnera.

Operacja odbyła się wieczorem i trwała prawie dwie godziny. Na szczęście w tym szpitalu rodzice mogą przebywać w nocy ze swoimi dziećmi, przy każdym łóżku są rozkładane fotele, na których można się względnie wygodnie rozłożyć. Pierwszą noc z Olą spędziła Ula, następne dwie noce ja. Ponieważ wszystko wyglądało dobrze, kolejnego dnia córeczka została wypisana do domu. Gips nosiła jeszcze półtora miesiąca i teraz, po upływie prawie pół roku można powiedzieć, że wszystko skończyło się dobrze. Rączką rusza tak jakby nic się nie stało. Pamiątką jest tylko blizna na łokciu. Poinformowano nas wprawdzie, że co cztery lata trzeba ten jej łokieć kontrolować, bo czasem zdarza się że są problemy z rośnięciem kości, mamy jednak nadzieję że wszystko będzie dobrze.

Kanaryjską służbę zdrowia oceniam więc pozytywnie. Cała udzielona Oli pomoc, opieka lekarska i pobyt w szpitalu były jak oceniam, na przyzwoitym europejskim poziomie.

Jak wygląda nauka naszych dzieciaczków w tutejszej szkole? Najmniej problemów ma wbrew pozorom młodsza córeczka, mimo że zaczęła od razu od drugiej klasy pomijając pierwszą. Zalicza bez problemów wszystkie przedmioty a język wchłania jak gąbka. Odbiera go po prostu w naturalny sposób, słuchając i przyswajając. Trochę gorzej ze starszym synem, który ze względu na trochę starszy wiek nie nasiąka już tak łatwo. Poza tym materiał w szóstej klasie jest trochę trudniejszy a i ochota do nauki jest u niego trochę mniejsza. Zobaczymy, może nie będzie problemów i zaliczy rok szkolny. Jeśli mu się to uda, od nowego roku czeka go następna szkoła jaką jest "instituto". Trwa cztery lata a po jej zakończeniu będzie miał średnie wykształcenie.

Co do naszego codziennego życia, to jest ono na luzie. Nie stresujemy się problemami finansowymi, jak miało to miejsce w Polsce. W weekendy robimy wypady, zwiedzając trochę wyspę lub siedząc razem w domu i grając w szachy, czy oglądając telewizję. Mamy wtedy dla siebie dużo czasu. Ze względu na wypadek Oli zaniechaliśmy wycieczek rowerowych, jednak jako, że upłynęło już prawie pół roku, zamierzamy do nich powrócić. Czasem też spotykamy się ze znajomymi Polakami aby utrzymywać więzi narodowe i towarzyskie. Pozdrowienia dla Eli z Romanem, Kuby, Ewy i księdza Luisa :-)

Czytaj dalej...